Mediolan miał być ostatnim przystankiem we Włoszech. Właśnie, miał być, ale jako że przygody trzymają się mnie niezwykle mocno, to wakacje troszkę mi się wydłużyły. W Mediolanie miałyśmy spędzić jeden cały dzień i wieczorem wylecieć do Polski. Jednak nie byłabym sobą, gdyby nic niezwykłego mi się nie stało. Otóż…. do miasta, zwanego stolicą mody dojechałyśmy o 8:00 rano. Po wyjściu z autobusu udałyśmy się na stację, żeby kupić bilet i przesiąść się na metro. Niczego jeszcze nie świadoma poszłam do automatu, w sercu krzycząc radosne „Jesteśmy w Mediolanie!”.  Otworzyłam torebkę, żeby sięgnąć po portfel, a tu niespodzianka (hehe). Nie mam portfela. Lekko zdezorientowana pobiegłam z powrotem na peron, żeby zobaczyć czy może nie zostawiłam go w autobusie. Było tam chyba dziesięć zielonych Flixbusów i oczywiście żaden mój. Wróciłam na stację i bez skrupułów wywaliłam wszystko z plecaka na ziemię. Ok, wtedy do mnie dotarło, że na serio go nie mam. Już nie zdezorientowana, ale zestresowana zadzwoniłam do mojego taty. Po naszej krótkiej burzy mózgów, musiałam wziąć się w garść i coś zrobić. Zadzwoniłam do hostelu, w którym spałyśmy w Rzymie. Przedstawiłam problem i z nadzieją zapytałam, czy może ktoś przypadkiem nie znalazł tam mojego portfela. Jak widać głupi ma zawsze szczęście. Okazało się, że dzień wcześniej wieczorem ktoś znalazł go na podłodze w przechowalni bagażu i przyniósł do recepcji. Uff, dzięki Bogu nikt mnie nie okradł. No ale co zrobić, skoro za 12 godzin miałam lot do Polski, a Rzym jest oddalony o jakieś 600 km? Co zrobić? Zadzwonić do taty po następną złotą radę. Nie było wyjścia. Wszystkie moje dokumenty musiałam odzyskać, więc wieczorem ruszyłam z powrotem do Rzymu. Processed with VSCO with hb2 presetAle zanim znowu wsiadłam do powrotnego autobusu (wyprzedzając pytanie – tak mam dość autokarów na całe życie), to przecież byłyśmy w Mediolanie. Bez względu na to, że byłam zła, zmęczona i smutna, musiałyśmy wykorzystać ten czas jak najlepiej. Z perspektywy czasu mówię teraz, że było fajnie, ale szczerze to wydaję mi się, że dlatego, że po prostu byłyśmy tam razem i było to nowe miejsce. Moim zdaniem Mediolan jest przereklamowany. Duomo di Milano – fakt, genialna architektoniczne, ale to nic nadzwyczajnego we Włoszech. Prawie każdy tutaj kościół jest przepiękną budowlą. Galleria Vittorio Emanuele II. Jak nie trudno się domyślić, na zakupy do Mediolanu nie przyjechałam, więc galerię mogę ocenić jedynie za wygląd. Moim zdaniem robi wrażenie. Oszklony dach, niesamowita fasada i same luksusowe butiki, których wystawy są niemalże dziełami sztuki. Muszę przyznać, że spędziłyśmy tutaj trochę czasu, ale chyba głównie dlatego, że wi-fi Louis Vuitton działało lepiej niż to w Mc. 😀  W Mediolanie zobaczyłyśmy jeszcze Castello Sforzesco i odpoczywałyśmy w Parco Sampione. Chyba tam mi się najbardziej podobało. Rozległy park z białymi ścieżkami, w którym wiele ludzi bawiło się lub zwyczajnie odpoczywało. Co prawda, ilość ludzi sprawiła, że oazą spokoju bym tego miejsca nie nazwała, ale i tak miło było poleżeć, porozmawiać i pooglądać Milan Street Fashion Show. Processed with VSCO with f2 presetProcessed with VSCO with f2 presetKiedy nadszedł czas, w którym musiałam pożegnać się z przyjaciółką, nie ukrywam,  znowu zrobiło mi się przykro. Zastanawiałam się dlaczego tylko ja mam takie przygody?? (nie nie, to nie był pierwszy raz kiedy utknęłam za granicą 😀 ) Czekając na stacji na autobus uroniłam nawet małą łezkę, nie wiem czy bardziej ze zmęczenia czy smutku. Wtedy stało się coś czego nie zapomnę. Podszedł do mnie chłopak i podał mi chusteczkę. Przedstawił się i zapytał dlaczego jestem smutna. Pocieszył mnie i po chwili rozmowy dowiedziałam się, że razem z przyjaciółmi przyjechali na weekend do Mediolanu. Byli z Mongolii i pracowali w Niemczech. Chwilę opowiadali mi o swoim życiu i kiedy usłyszałam, że kilka lat nie widzieli swoich rodzin, pomyślałam: kurczę, jakie ja mam dobre życie. Smutno mi bo muszę wrócić do Rzymu? Zapytałam, dlaczego tak po prostu podszedł i chciał mnie pocieszyć. Odpowiedział, że daleko w domu ma młodszą siostrę, którą mu przypomniałam i której nigdy nie pozwoliłby się smucić. W tym momencie postanowiłam, że nie będę się już zamartwiać i doszłam do wniosku: W sumie super! Nie sądziłam, że tak szybko wrócę do Rzymu 😀 

 Wróciłam do wiecznego miasta i jedynym moim planem było odebranie zguby. Kiedy weszłam do hostelu w recepcji przywitano mnie radosnym okrzykiem „Ooo Dominika! We have your wallet.” Byłam już tam rozpoznawalna 😀 . Chwilę porozmawialiśmy, zostawiłam bagaż i znowu ruszyłam w miasto. Byłam zmęczona i głodna. Przeszłam się kawałek i minęłam małą kawiarnię, a w niej sami Włosi (nie trudno było zgadnąć, że to tutejsi skoro pili kawę na stojąco). Weszłam, zamówiłam espresso i croissant’a i usiadłam. Może to dziwnie zabrzmi, ale to była jedna z fajniejszych chwil w moim życiu. Tylko ja w gwarnej, włoskiej kawiarni. Byłam taka szczęśliwa, że byłam w znowu w Rzymie. Przypominałam sobie wszystkie wspaniałe chwile, jakie przeżyłyśmy w ostatnich dniach, wszystkie przepiękne miejsca, które zobaczyłyśmy i wszystkich wspaniałych ludzi, których poznałam, i którzy niesamowicie mnie zainspirowali. To była ważna chwila, w której zorientowałam się co chcę robić w życiu, i że jestem naprawdę szczęśliwą osobą. A to zdjęcie, które zrobiłam w kawiarni, już zawsze będzie mi przypominać ten wyjątkowy dla mnie moment. 🙂 Processed with VSCO with hb2 preset Będąc tam oczywiście skorzystałam ze zbawiennego za granicą wi-fi. Musiałam pobrać kartę pokładową na nowy lot, który miałam tego samego dnia z Rzymu, zorientować się jak dojechać na lotnisko i załadować mapkę okolicy. Rozmawiałam też o mojej przygodzie ze znajomym, którego poznałam w La Spezia. Okazało się, że on też był w tym czasie w Rzymie i pół godziny później spotkaliśmy się pod Koloseum. Pochodziliśmy jeszcze trochę po mieście, posiedzieliśmy na szczycie pomnika Victora Emanuela II (nie jestem pewna czy to było legalne 😀 ), poszliśmy razem na gelato do Della Palma (!) i zjedliśmy moją ostatnią pizzę we Włoszech. Choć zupełnie nie był to planowany dzień, to było naprawdę super! Wspominam go z ogromym uśmiechem na twarzy. Po raz kolejny przekonałam się, że do życia należy mieć pokorę, bo nie zawsze jest tak jak planujemy. To jednak nie znaczy, że nie będzie fajnie! 🙂 Processed with VSCO with hb2 preset Processed with VSCO with hb2 presetProcessed with VSCO with f2 preset

To koniec moich historii z Włoch. Mam w zanadrzu jeszcze kilka ciekawych przygód. Jeśli byście chcieli poczytać o spontanicznym wyjeździe do Pragi, czy o tym dlaczego w tamtym roku nie wpuścili nas na pokład samolotu w Londynie i nie poleciałyśmy do Sztokholmu, proszę dajcie znać! Mi pisanie sprawia mega frajdę, a jeśli ktoś lubi to czytać to jest mi super, super miło! 

xx

6 thoughts on “12 GODZIN W MEDIOLANIE I NIEPLANOWANY ZWROT AKCJI”

  1. Tym wpisem trochę poczułem się wywołany do tablicy 🙂
    Jako Twój ekskluzywny anioł stróż nie wyobrażam sobie, żebyś nie opisała pozostałych przygód 😉
    Fajnie się czyta (mi w szczególny sposób) o spełnianiu marzeń, o pokonywaniu przeszkód i konsekwentnym dążeniu do bycia szczęśliwym.
    Tak trzymaj <3

  2. Czytając akcje o zagubionym portfelu przypomniało mi się jak kiedyś w radiowej trójce usłyszałem, że „jeśli chcesz rozśmieszyć Boga to opowiedz mu o swoich planach” – jak widać życie nie raz potrafi przygotować nam lepszy scenariusz który dopiero po czasie potrafimy docenić.
    Miło się czyta zawarte w tekście osobiste odczucia i wrażenia ponieważ dzięki temu wpis jest czymś więcej niż streszczeniem przewodnika turystycznego. Tak więc nie bój się opisywać emocji jakie Tobie towarzyszyły bo to dzięki nim tekst robi się żywy i interesujący 😉
    Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy, a w szczególności ten z lotniska bo wierzę, że udowodnisz nim to jak nieodbyta bądź przerwana podróż może być wartościowym i budującym doświadczeniem.

Komentarze:

%d bloggers like this: