Z Dubrownika ruszyliśmy dalej na południe Bałkanów. Następny przystanek – Kotor. Niektórzy uważają, że to najpiękniejsza okolica w Czarnogórze, i choć nie wątpię, że jeszcze wiele wspaniałych miejsc jest w tym kraju, to to jest decydowanie wyjątkowe. Zakochałam się po uszy w Zatoce Kotorskiej i z pewnością jeszcze tam wrócę. 

Dubrownik z Kotorem dzieli niespełna sto kilometrów, więc dostaliśmy się tam dość szybko. Po drodze mijaliśmy przepiękne czarnogórskie miasteczka, w których tak bardzo chciałam się zatrzymać. Niestety jechaliśmy prosto do celu, no ale przecież muszę zostawić coś na następny raz ;). W trasie zabukowaliśmy nocleg, który był tym najbardziej luksusowym (albo i jedynym 😀 ) w ciągu całego wyjazdu. Upolowaliśmy okazję last minute i wcale nie zapłaciliśmy dużo. Należało nam się trochę komfortu, po kilku nocach na stacjach i w namiocie.

Widok z tarasu naszego apartamentu. Wschody i zachody słońca w tym miejscu były czymś czego zdecydowanie nie zapomnę.

Kotor, Czarnogóra

Wraz z przekroczeniem granicy chorwacko-czarnogórskiej zachwycałam się coraz bardziej i bardziej. Jadąc krętymi drogami przy samym brzegu zatoki nie mogłam narzekać na widoki. Wysokie góry, u podnórza których rozbijały się fale Adriatyku przypominały mi norweskie fiordy. Z przyklejonymi nosami do okna samochodu jechaliśmy ponad godzinę, a kiedy dojechaliśmy szybko założyliśmy cały nasz dobytek na plecy i ruszyliśmy pod stromą górę w poszukiwaniu właściwego adresu. Po zakwaterowaniu w apartamencie chciałam jak najszybciej wyjść, żeby od razu zobaczyć, co pięknego kryje okolica. Wzięliśmy upragniony prysznic, przebraliśmy się i ruszyliśmy. Mieszkaliśmy nie w samym Kotorze, ale sąsiadującej miejscowości. Jednak nie było to w żadnym calu uciążliwe. Aby dostać się do miasta musieliśmy dłuższą chwilę iść wzdłuż brzegu. Widoki zapierały dech w piersiach, więc wcale nam to nie przeszkadzało.

Następnego dnia wstałam nadzwyczaj podekscytowana. Budzik miałam nastawiony na 5:00 żeby zobaczyć wschód słońca. Choć wysokie góry w większości zasłaniały budzące się słońce to i tak poranna różowa mgła, przedzierająca się przez skały była niezapomnianym widokiem. Kiedy nacieszyłam się tym momentem, położyłam się z powrotem do łóżka, żeby niedługo znowu wstać tak samo podekscytowana. Tego dnia plan zakładał pójście w miejsce, które marzyło mi się od dawna. 

Szczerze mówiąc to nie spodziewałam się, że samo miasto mnie zachwyci. Planowałam wzdychać tylko na widok zatoki i otulających ją gór. Okazało się, że miasteczko otoczone średniowiecznymi murami, było wisienką na jakże okazałym torcie. Skrywane między uliczkami place, świątynie i budynki w stylach romańskim, gotyckim, renesansowym i barokowym były bardzo dobrze zachowane. Zdawać by się mogło, że po wizycie w Dubrowniku żadna starówka tak szybko mnie nie oczaruje, jednak długo nie musiałam czekać. Kotor tylko wzbudził we mnie chęć, żeby zobaczyć więcej Czarnogóry.

kotor

Kotor, Wieża Zegarowa

Kotor

Powodem, dla którego tak chętnie wstałam tamtego dnia była wędrówka do cytadeli położonej na szczycie murów miejskich. Idąc, co chwilę zatrzymywaliśmy się, żeby zrobić zdjęcie, a na samej górze spędziliśmy sporo czasu, nie mogąc nacieszyć się widokiem. I chyba nic więcej nie musze dodawać, zdjęcia mówią same za siebie, choć wiadomo, że nie oddają tego co widzieliśmy. Trzeba to zobaczyć na własne oczy. 

Kotor, Zatoka Kotorska

Kotor, Zatoka Kotorska

Kotor, fiordy

 

Po powrocie czekał na nas taki widok. Nie potrafię wyobrazić sobie lepszego zakończenia dnia. Ciepły wiatr, zachwycający zachód, przyjaciele i chillout’owa playlista w tle. Czy może być coś lepszego?

No ewentualnie jeszcze zimne piwko do tego! 😀

czarnogórskie piwo

Po kilkudniowym pobycie w tym czarującym miejscu nastała pora na dalszą drogę. Co prawda nasz następny cel nie był daleko i dostaliśmy się tam naprawdę szybko. Kolejnym przystankiem była Budva. Jest to dość popularne miasto w Czarnogórze, nieco bardziej turystyczne niż Kotor, ale nadal urokliwe. No przynajmniej starówka jest przepiękna i bardzo dobrze zachowana. Im bardziej w centrum miasta, tym bardziej czuć resortowy klimat, dlatego aż tak długo tam nie zostaliśmy. Jednak nie mówię, że nie warto odwiedzić tego miejsca. Warto tu przyjechać choć na jeden spacer średniowiecznymi uliczkami i choć jedną kąpiel przy skalistych plażach.

Budva, Czarnogóra

Budva, Czarnogóra

Czarnogóra to jedno z tych miejsc jeszcze nie do końca odkrytych przez turystów i nie dostatecznie docenianych w Europie. W pełni świadoma po raz kolejny powtarzam, że chciałabym tu wrócić i odkryć jeszcze więcej. Jest kilka rzeczy, które mnie pozytywnie zaskoczyły i z pewnością zachęcą Was, żeby odwiedzić ten kraj.

1. NATURA I ARCHITEKTURA

Powyższe fotografie już mówią same za siebie. Czarnogóra obfituję zarówno w piękne górskie krajobrazy, jak i nadmorski klimat. Znajdzie tu coś dla siebie zarówno wielbiciel wędrówek, jak i wielbiciel słonych fal i prażącego słońca. Architektura również nie zostaje w tyle, a najlepiej samemu się o tym przekonać gubiąc się w uliczkach średniowiecznego miasta.

2. CENY PODOBNE JAK W POLSCE

Być może dlatego że jechaliśmy z Chorwacji, ceny szczególnie pozytywnie nas zaskoczyły. Czarnogóra nie jest najbogatszym krajem, a co za tym idzie nie jest najdroższa. Idealna dla budżetowych podróżników. Jednak pod uwagę trzeba wziąć też fakt, że w większości zarabia na turystyce, więc unikać należy sklepików i restauracji w ścisłym centrum. W marketach można spokojnie robić zakupy w cenach przyjaznych portfelowi.

3. LUDZIE SĄ NIESAMOWICIE MILI 

Pamiętam kiedy nie mogąc znaleźć adresu pewna pani sama zapytała się czego szukamy i zrobiła wszystko, żeby nam pomóc, choć wcale nie byliśmy jeszcze na tyle zdesperowani, żeby prosić o pomoc. Ludzie czy to w autobusie, czy punkcie turystycznym byli niesłychanie mili.  Nawet w sklepie panie pakowały nam zakupy, a kiedy chciałam spakować je sama, sprzedawczyni wręcz mi nie pozwoliła. Nie zapomnę też kiedy na stacji, podczas łapania stopa pewien pracownik bardzo się o nas zatroszczył, starając się, żeby niczego nam nie zabrakło, ani wody, ani internetu, ani wygodnego miejsca. Kiedy okazało się, że musieliśmy tam spędzić noc, zamknął nas w restauracji, żebyśmy mogli wygodnie i w ciszy wyspać się w fotelach. Kiedy tylko zobaczył, że zachowujemy się niedostatecznie swobodnie, od razu zagaił rozmowę i prosił, byśmy czuli się jak u siebie.

4. NIE MA TŁUMÓW TURYSTÓW 

Jako, że Czarnogóra nie jest do końca odkryta, to nie ma tutaj aż tylu turystów. Choć popularność tego kraju wzrasta, to zdecydowanie czuć różnicę między sławnymi europejskimi miastami. Spokojnie można przejść uliczką i nie przejmować się, że kieszonkowiec wyciągnie coś z plecaka. A i nawet czasem wyjdzie zdjęcie bez nikogo w tle! 😉

Budva, Czarnogóra

Budva - stare miasto

Po kilkudniowym pobycie w Czarnogórze kierowaliśmy się w stronę Albanii. Tam przeżyliśmy zdecydowanie niezapomnianą przygodę, która lekko zmroziła nam krew w żyłach. Złapaliśmy na stopa karetkę, a podczas jazdy nie byliśmy pewni czy nie jest ona uprowadzona, bo jej wnętrze było szokująco nieprofesjonalne. Później grożono nam mafią i naciągano nas na drogi nocleg, a jeszcze później policjant próbował nas przekupić. Jakby tego było mało, trafiając do pewnego miasteczka poczuliśmy się trochę jak w Indiach. Z jednej strony ulicy szwendały się bezdomne wychudzone psy, a z drugiej przejeżdżał dziadek na rowerze z dziesięcioma martwymi kurczakami zawieszonymi na kierownicy. Przez nasze przygody nie robiłam zbyt wielu zdjęć, więc myślę, że wpis z Albanii sobie podaruję. Następny będzie już ze słonecznej Grecji! 😉

 

A i pod granicę z Albanią dostaliśmy się traktorem! To akurat była bardzo fajna przygoda 😀 .

Do zobaczenia/przeczytania! 😉

Co tam sobie myślisz? :)

%d bloggers like this: