No to jestem! Chyba dopóki nie wysiadłam z samolotu nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Ekscytacja i stres – te słowa chyba najlepiej oddają to co czułam (i czuję nadal). Trochę jak pierwszoklasista przed pierwszym września. Przede mną rok studiowania we Włoszech. Rok pełen wyzwań, nowych znajomości, poszerzania horyzontów, podróżowania, kawy, pasty i nauki (tak, o dziwo nauka też jest częścią Erasmusa). Rok, który jest totalną niewiadomą. Niewiadomą, która mnie niesłychanie fascynuje i przeraża jednocześnie. I pomimo tego, że nie mam pojęcia co mnie czeka, to jestem szczęśliwa. Mam pewność, że to będzie dobry czas. Benvenuto a Pisa!

Tak naprawdę to minęły już trzy tygodnie od kiedy tu jestem, ale podczas tego czasu działo się tyle, że nie byłam w stanie odnaleźć się w rzeczywistości. Przyjechałam sama, bez mieszkania, bez znajomości na miejscu, bez planu na nic. Tylko z wielką walizką, którą cudem przytargałam w nocy z lotniska do hostelu.

Pierwsze wrażenie? Chyba nie miałam nawet na nie czasu. Przyjechałam w środku nocy – zmęczona i chora, z głową pełną obowiązków. O 9:00 spotkanie na uczelni, o 12:00 oglądanie mieszkania, kupić kartę do telefonu, wysłać maila do koordynatora, odebrać legitymację i indeks, o 14:00 oglądanie kolejnego mieszkania, o 16:00 oglądanie jeszcze jednego mieszkania, o 19:00 konferencja… W między czasie dziesiątki nowych twarzy, pierwsze wyjazdy, spotkania, pierwsze próby mojego włoskiego. Moje myśli, choć tak bardzo chciały się zatrzymać, pędziły coraz szybciej i szybciej. Dopiero po dwóch tygodniach zaczęły zwalniać. W końcu zwolniły do tego stopnia, że mogłam zastanowić się jakie było to pierwsze wrażenie.

Zabrzmi to pewnie absurdalnie, ale w trakcie tych intensywnych dni czułam jakiś wewnętrzny spokój. Wyjeżdżając z Polski zamknęłam wszystkie ważne sprawy i pożegnałam się ze wszystkimi ważnymi mi osobami. Przygotowałam się na to, że wiele rzeczy będzie mnie tu zaskakiwać, więc nie oczekiwałam niczego. Pierwszego dnia po przylocie, jeszcze przed tą całą lawiną niewiadomych, miałam chwilę, by spokojnie przejść się uliczkami Pizy. Piza to małe miasto, więc będąc tu po raz drugi (pierwszy raz byłam dwa lata temu) wiedziałam, w którą stronę iść, by dojść do Piazza dei Miracoli. Po drodze zaszłam do kawiarni. Zamówiłam espresso, usiadłam, zebrałam myśli – „to będzie mój dom przez kolejne miesiące” – poczułam ogarniający mnie spokój.

Powoli czuję, że to moje miejsce. Powoli przyzwyczajam się do tej myśli, choć czasem ciężko mi uwierzyć, że moja codzienna droga na uczelnię przez przyszły rok będzie prowadziła wzdłuż rzeki Arno, zamiast przez przejazd kolejowy przy kampusie Morasko. Powoli przyzwyczajam się do nieustającego dźwięku skuterów, braku ciepłej kołdry i jedzenia makaronu w głębokim talerzu. Dni lecą jak szalone, a ja coraz mniej używam Google Maps i coraz bardziej doceniam poranki z moją współlokatorką, kiedy przed zajęciami zamaczamy ciasteczka w gorącym espresso. Będzie wspaniale. Już jest wspaniale. :))

 

 

 

 

 

 

4 thoughts on “ERASMUS CZAS START!”

Komentarze:

%d bloggers like this: