Nie wiem jak wy, ale ja mam taki swój mały notesik, w którym zapisuję marzenia, które chcę spełnić. Jedne są dość ogólnie zdefiniowane, inne bardziej konkretnie. W tym notesiku kilka lat temu zapisałam między innymi, że urządzę sobie piknik pod wieżą Eiffla, zrobię typowe zdjęcie jak podtrzymuję Krzywą Wieżę w Pizie czy wskoczę do tramwaju 28 w Lizbonie. Te marzenia już zdążyłam wykreślić z mojej listy i nadszedł czas na kolejne. Wypić Porto w Porto – tak brzmiała kolejna pozycja w moim kajeciku i choć to bardzo konkretnie sprecyzowane marzenie, to niosło ono za sobą większe, czyli wyjazd do czarującego miasta Porto. Nie mogłam czekać, aż kartka, na której to zapisałam wypłowieje, dlatego obiecałam sobie, że najpóźniej w tym roku wykreślę postanowienie z listy. Tak też zrobiłam. Po powrocie z Portugalii, z głową pełną pięknych wspomnień, chwyciłam za długopis i wypełniłam tę obietnicę. Ribiera Porto

LIZBONA VS. PORTO 

Podobno ludzie dzielą się na tych, którzy kochają Lizbonę i na tych, którzy wolą Porto. Jeśli mam być szczerza to przyznaję – należę do #team_porto. Choć tak naprawdę ciężko porównywać te dwa miasta, bo są zupełnie inne, oba jednak mają swój urok. Co pokochałam w Lizbonie już wiecie z poprzedniego wpisu. Porto natomiast uwielbiam za ścisłe centrum, niewymuszony klimat wiszący w dzielnicy Ribeira, za przepiękne zachody owiane bryzą oceanu, za wino, które muszę wypić jeszcze raz, bo totalnie mi nie zasmakowało, za czarodziejską aurę, która zainspirowała J.K. Rowling (wiedzieliście, że to stroje studentów uniwersytetu w Porto i wnętrze biblioteki Lello zainspirowali autorkę Harrego Pottera do napisania serii powieści, której pierwsze strony zostały napisane w tym samym mieście w kawiarnii Majestic Café?) oraz za wszystko to, co zobaczycie na zdjęciach poniżej. Nie mam zamiaru dłużej rozpisywać się o tym co polecam, a co nie. Najlepszym sposobem jest pojechanie i sprawdzenie samemu. Ja tylko podzielę się króciutką refleksją i zdjęciami, które mam nadzieję zachęcą Was do znalezienia taniego lotu do Portugalii. Jak już to zrobicie to służę pomocą. 🙂 Uwielbiam jak piszecie w prywatnych wiadomościach z pytaniami o miasta, które odwiedziłam i pokochałam. Dziękuję za nie, jesteście super! ❤️

azulejo Portugalia Porto

KOLORY PORTO

Jeśli miałabym opisać Porto za pomocą kolorów to pierwszy, który przychodzi mi do głowy to błękitny. Błękitny, bo nigdzie indziej nie znajdziecie tylu niebieskich kafelków zdobiących kościoły, domy, ulice, a nawet dworzec. Azulejo w niebiańskim kolorze dodają tyle uroku, że nie sposób się nacieszyć ich widokiem. Choć wnętrze kościoła na zdjęciach poniżej nie prezentuje się tak ładnie jak jego zewnętrzne ściany, to muszę przyznać, że i tak robi wrażenie. Jeśli „zescrollujecie” jeszcze niżej to zobaczycie wnętrze dworca São Bento, które pokryte jest ponad 20 tysiącami niebieskich kafelków przedstawiających najważniejsze wydarzenia w dziejach Portugalii. To trzeba zobaczyć!  Ale są jeszcze inne powody, żeby odwiedzić ten malowniczy dworzec. To właśnie z niego odjeżdżałyśmy na najpiękniejszą plażę na jakiej kiedykolwiek byłam, ale o tym kiedy indziej Wam opowiem. 😊

azulejo Portugalia Porto azulejo Portugalia Porto

azulejo Portugalia Porto
Fun fact: Kiedy zobaczyłam tę sukienkę w promocji za 15zł uznałam, że będzie idealnie pasować do portugalskich azulejo. Kupiłam ją z myślą o zrobieniu tego zdjęcia. 😀

stacja Sao Bento Portostacja Sao Bento Porto azulejo Porto

Ogrody Pałacu Kryształowego (Jardins do Palácio de Cristal) Porto
Przepiękny widok na rzekę Douro z Ogrodów Pałacu Kryształowego (Jardins do Palácio de Cristal).

Porto Most Luisa I

Kolejne barwy, które kojarzą mi się z Porto to ciepły brąz, pomarańczowy i żółty. To tymi kolorami pokryte są dachy i ściany najstarszych domów. Schodząc wąskimi uliczkami w kierunku portu nie sposób popaść w depresję, bo praktycznie każdy dom pokryty jest tymi wesołymi kolorami. Natomiast oglądając miasto z góry to właśnie one dominują i współgrając z zachodzącym słońcem tworzą niezwykle kojący widok.

Porto Porto

Ach no i w tych barwach są też moje ukochane Pastéis de nata, czyli portugalskie ciasteczka, o których już wspominałam we wpisie z Lizbony. Nigdy w życiu nie zapomnę ich słodkiego smaku przełamanego cynamonem, idealnie współgrającego z intensywnym espresso. Ach, dla nich kupiłabym znowu bilet lotniczy do Portugalii. ❤️

Pastéis de nata
Nasze typowe śniadanie w Portugalii. Ciepłe pieczywo, espresso i oczywiście Pastéis de nata.

Jeszcze inny kolor, który na myśl przywołuje wspomnienia z Porto to czerwony. Ciemna, głęboka czerwień wina, które smakowałyśmy z plastikowych „kieliszków” siedząc na trawie z widokiem na miasto. Cóż nie da się ukryć, że Porto było naszą ostatnią destynacją podczas wrześniowej podróży. Nasze portfele znacząco schudły przez dwa tygodnie, dlatego zamiast kosztować kieliszek wina za 7€ kupiłyśmy całą butelkę w tej cenie. Z pomocą pana, który uważał, że zna się na lokalnych trunkach wybrałyśmy to najbardziej tradycyjne – co za tym idzie prawie 20%. Oj bardzo słabo nam wchodziło to wino, ale skoro obiecałam sobie, że wypiję Porto w Porto musiałam się przemóc. Dalsza część wieczoru – jak nie trudno się domyślić – upłynęła nam nadzwyczaj wesoło. 😄

wino PortoPorto Ribeira Porto Ribeira

Różowy, czyli już ostatni kolor kojarzący mi się z tym czarującym miastem. Delikatny róż wzbogacony szlachetnym złotem zachodzącego słońca to połączenie, które zawsze będzie mi przypominać o silnym wietrze znad oceanu rozdmuchującym moje włosy na wszystkie strony. Będzie mi kojarzyć się widokiem na to urocze miasto, na rzekę płynącą pod oświetlonym mostem Luisa I i na łódki pod nim przepływające. Będzie kojarzyć mi się całą Portugalią, bo to ten właśnie widok był naszym ostatnim w tym przepięknym kraju. Nadal nie wierzę, że to wszystko co przeżyłyśmy było naprawdę. Było przepięknie. Polecam każdemu, kto nie był, a sama z przyjemnością wrócę. 😊❤️

Porto Ribeira Most Luisa I Porto Ribeira

Xx

Co tam sobie myślisz? :)

%d bloggers like this: