INTRYGUJĄCA NIEWIADOMA

Muszę przyznać, że Malta zawsze była dla mnie niewiadomą. Wiedziałam, że to mała wyspa gdzieś między Sycylią a kontynentem afrykańskim. Wiedziałam jak wygląda flaga, że ruch drogowy jest lewostronny, waluta to euro, i że całkiem dobrze stoi tam znajomość angielskiego. Słyszałam też o istnieniu Azure Window i późniejszym jego runięciu, o Gozo, Błękitnej Lagunie i o Valletcie. Wyspa głównie kojarzyła mi się z plażami, skalistym wybrzeżem i starymi budynkami z charakterystycznymi balkonami. Wiele razy również obiło mi się o uszy, że jest to druga Italia. W końcu archipelag wysp maltańskich leży jedynie 80 km od Sycylii.

Mimo tego, że co nieco wiedziałam o tym miejscu, to nadal była to dla mnie wielka niewiadoma. Bo co to właściwie za kraj, który wielkością przypomina Kraków, a liczba ludności jest mniejsza niż w Poznaniu? Jaka panuje tam kultura – europejska czy może już bardziej północnoafrykańska? Jacy są Maltańczycy – otwarci jak Hiszpanie czy spokojni jak Portugalczycy? Szaleni jak Włosi czy może stonowani jak Brytyjczycy? Co jedzą? W co wierzą? Jakie mają tradycje? To wszystko było dla mnie niewiadomą, której raczej nigdy nie starałam się rozwiązać. Dopiero po przyjeździe na tę niesamowitą wyspę, zaczęłam zadawać sobie te wszystkie pytania.

Do samego wyjazdu też raczej się nie przygotowywałam. Bilety kupiłam dosłownie na kilka dni przed, zaraz po zdaniu ostatniego egzaminu. Pakowałam się oczywiście na kilka godzin wcześniej. Rano wstałam, z małym plecakiem poszłam na lotnisko (tak, doszłam w 20 minut, kocham to lotnisko 😅), przywitałam się ze znajomymi, wsiadłam do samolotu i po dwóch godzinach byłam już w innym kraju. To wszystko jakoś tak zbyt szybko się działo. Nie mieliśmy żadnego planu i nawet nie sprawdziliśmy jak dojechać do naszego airbnb. Wszystko na luzie, spontanicznie i bez większych oczekiwań. Bo czego w sumie można oczekiwać jak się leci za 9€?

Oczywiście, skłamałabym gdybym powiedziała, że nie miałam zupełnie żadnych wyobrażeń co do wyjazdu. Cieszyłam się, ale pojawił się on tak nagle, że nie musiałam go wyczekiwać i zupełnie nic nie organizowałam. Kilka miejsc, które chciałam zobaczyć miałam zapisane w telefonie. Ale gdzie, co i jak już nie sprawdzałam. Plany klarowały się na bieżąco. Jedyne wyobrażenie jakie miałam o tej wyspie to piękne, morskie krajobrazy. Nie zawiodłam się, to fakt, a nawet i pozytywnie zaskoczyłam, ale okazało się, że to miejsce oferuje znacznie więcej. Ten mały kraj pomiędzy Europą a Afryką naszprycowany jest tyloma różnymi kulturami, że paradoksalnie stworzył swój własny, totalnie zmiksowany charakter, który w zasadzie stał się czymś zupełnie unikatowym, niepowtarzalnym, niesamowicie intrygującym.


NARAŻONA NA WIELE WPŁYWÓW

Na Malcie są dwa języki urzędowe – maltański i angielski. W szkołach podręczniki są dwujęzyczne i choć dzieci coraz mniej używają tego pierwszego na codzień, to jest on wciąż pielęgnowany. Ludzie starsi szczególnie o to dbają. Sam język maltański jest przykładem na to jak wiele obcych wpływów kryje w sobie ten kraj. Wywodzi się on z arabskiego, ale zapisywany jest jedynie za pomocą alfabetu łacińskiego. Zawiera również wiele cech języka włoskiego i zapożyczeń z angielskiego, a w brzmieniu przypomina dialekt tunezyjski.

W architekturze również można zauważyć wiele wpływów arabskich, na przykład w charakterystycznych wykończenia okien czy ozdobnych balkonach. Jednak jednocześnie widać, że jest to kraj europejski. Jedne budynki pną się coraz wyżej do góry, inne przypominają niskie afrykańskie chatki. Mimo tych różnic jedno pozostaje spójne – jasna, beżowa kolorystyka. Kolorami różnią się jedynie drzwi, balkony i okiennice. Taką typową architekturę można zobaczyć w mieście Mdina, które już nawet samą nazwą nawiązuje do arabskiej kultury. Mdina, czyli po arabsku Medina to po prostu centrum miasta, w którym znajdują się ważne budynki. Nic dziwnego, że na tej wyspie można zobaczyć tyle wpływów arabskich skoro do części kontynentalnej Europy jest jej dalej niż do Afryki. Poza tym Arabowie mieli pod panowaniem cały archipelag przez ponad 200 lat.


ARABSKIE ŚLADY A WIARA I COSTA COFFEE

Jak to możliwe, że pomimo tak ogromnego wpływu kultury arabskiej, państwo to, jest (mocno) katolickie? Na wyspie wielkości dużego miasta jest ponad 360 kościołów. Na wzgórzu Tas-Salvatur na Gozo stoi figura Chrystusa, miniatura tej w Rio de Janeiro, a około 2 km od wybrzeża Malty pod wodą umieszczony jest jeszcze jeden pomnik ChrystusaKristu tal-Baħħara. Z pewnością nurkowanie w tych okolicach musi być niesamowitym przeżyciem. (tutaj możecie podglądnąć jak to wygląda z podwodnej perspektywy – wideo) Jednak co najbardziej przemawia za katolickim charakterem wyspy są obrazki świętych postaci przy drzwiach prawie każdego domu oraz nazwy ulic, które w większości mają imię jakiegoś świętego.

Czy Arabowie mieli największy wpływ na tę maleńką wyspę? Hmm… Choć pozostawili oni po sobie wiele śladów, to inną kulturą, która również odcisnęła swoje niemałe piętno na maltańskim archipelagu była kultura brytyjska. Dopiero od 1964 roku Malta jest niezależnym państwem. Wcześniej przez wiele lat była to kolonia Zjednoczonego Królestwa. Po Brytyjczykach został im język angielski, lewostronny ruch, gniazdka elektryczne, budki telefoniczne i Costa Coffee. Aha, no i na Malcie można usłyszeć język polski na każdym kroku, tak samo jak w UK.  😛


TROCHĘ JAK WE WŁOSZECH, ALE NA ODWRÓT

Druga Italia? Prawdopodobnie inne spojrzenie na tę kwestię miałabym, gdybym nigdy nie mieszkała we Włoszech i nie wiedziałabym jacy oni są naprawdę. Fakt, Maltańczycy również zdają się być pomocni i mili dla obcych jak Włosi. W ruchu drogowym również nie panują ścisłe zasady. Pan taksówkarz, który zawoził nas na lotnisko stwierdził, że „jedyną zasadą na drodze jest jechać przed siebie”. Prawda, tak trochę jak we Włoszech, tylko jeszcze dodatkowo wszystko na odwrót, bo z lewej strony. Niezła jazda! Dobrze, że ta komunikacja publiczna jest na Malcie tak rozwinięta, bo chyba bym nie odważyła się wypożyczyć tam samochodu.😂 Jednak według mnie różnicą między nimi a Włochami jest otwartość na inne kultury i dbanie o turystów. Dla innych będzie to na plus dla innych na minus. Nie da się ukryć, że kraj ten żyje z turystyki. Dla przykładu w miastach na Malcie znajdziemy restauracje, kawiarnie, puby każdego rodzaju, sieciówki i nie sieciówki. Autobusy i promy kursują bardzo często, w różnych kierunkach. Wszędzie się dogadasz po angielsku. Nie powinno nas to dziwić skoro język urzędowy to angielski, ale to było takie dziwne (w porównaniu z Włochami) móc wszędzie, z osobami w każdym wieku dogadać się po angielsku. Na Sardynii, która tak samo jest turystyczną wyspą nie znajdziemy takich knajpek i takich połączeń komunikacji miejskiej. Podsumowując bardzo elokwentnie – Włosi mają troszkę bardziej „wylane”. Turyści i tak przyjadą.


CO SIĘ DZIEJE KIEDY SPOTKASZ WYGADANEGO MALTAŃCZYKA?

Nie mogłabym nie wspomnieć o tym jak szczodrze matka natura obdarzyła to miejsce. Choć już przed przyjazdem wyspa bardziej kojarzyła mi się z pięknymi krajobrazami niż z charakterystyczną kulturą, to muszę przyznać, że widoki na Malcie zwaliły mnie z nóg. Prawdopodobnie też dlatego, że nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Lato wydawało mi się lepszą porą na odwiedzenie tego miejsca. W końcu to plaże i turkus wody były moimi pierwszymi skojarzeniami z Maltą. Jednak muszę przyznać, że luty to idealna pora. Nie brakowało mi ani upału ani kąpieli.  No i minimalna liczba turystów pozwoliła cieszyć się tym miejscem w pełni. Już same krajobrazy zapierały tak mocno dech w piersi, że brakowało mi słów, by opisać to, co widziałam. Stojąc na skraju tych potężnych klifów i wpatrując się jak szalony wiatr pcha fale, które z hukiem rozbijają się o skały, miałam uczucie jakbym stała na krańcu świata. Tak naprawdę stałam tylko na krańcu Europy, a świat przede mną dopiero się otwierał.

Do ostatniego dnia, a nawet do ostatnich godzin pobytu na Malcie byłam przekonana, że to właśnie o tym będę chciała napisać później tekst. O rozrywającym uczuciu, które z jednej strony mówi Ci, że możesz wszystko, a z drugiej uświadamia Cię jak małą istotą jesteś. Byłam naprawdę oczarowana maltańskim krajobrazem. Jednak coś innego zainspirowało mnie jeszcze bardziej. Na lotnisko zawoził nas wyjątkowo wygadany taksówkarz, a my zaintrygowani już wcześniej kulturą, obcymi wpływami i dwujęzycznością Malty, bez oporu wciągnęliśmy się w tę rozmowę. Choć podróż nie trwała długo to zdążył nam opowiedzieć w skrócie o tym wszystkim, o czym napisałam wyżej. Zasłuchana i zaciekawiona nie mogłam powstrzymać się, by zadawać kolejne pytania. W końcu jednak dojechaliśmy pod terminal i musieliśmy zakończyć rozmowę. Z niezwykłą serdecznością pożegnaliśmy się, a ja, zaintrygowana, postanowiłam poczytać o tym kraju więcej. Miejsce, które w zasadzie z niczym mi się nigdy nie kojarzyło, stało się w moim wyobrażeniu czymś zupełnie wyjątkowym i odkrywczym. Niesamowite jak wiele może w sobie kryć tak mała wyspa, na której żyje zaledwie niecałe 500 tys. ludzi.


Z ankiety na Instagramie dowiedziałam się, że prawie 80% osób, które odpowiedziały nigdy nie były na Malcie, dlatego w następnym wpisie napiszę nieco więcej o tym co warto zobaczyć na wyspie i podzielę się kilkoma praktycznymi informacjami na jej temat. Do tego czasu możecie zobaczyć krótkie filmiki i zdjęcia (z otagowanymi miejscami) w wyróżnionych relacjach na instagramie – @nie.do.opisania

Przyznać się! Kto planuje podróż na maltański archipelag? 😉

Kogo również zaskoczyło w Malcie to, co mnie? A kto jest mniejszym ignorantem niż ja i wiedział o tym wszystkim wcześniej? 😂

Komentarze:

%d bloggers like this: