Przenieśmy się półtora miesiąca wstecz. Był nieprzyjemny, lutowy wieczór. Wiatr nieustannie walił w okno, a ja wpół żywa, wpół martwa leżałam w łóżku robiąc przerwę w nauce do kolejnego egzaminu. Przygnębiona moją ówczesną życiową sytuacją oraz podirytowana panującą rutyną postanowiłam zaplanować coś, co będzie trzymać mnie przy życiu przez dalszy okres sesji. Wiedziałam dokładnie co to będzie, ale nie wiedziałam jeszcze kiedy i gdzie. Po skrupulatnym przeglądnięciu oferty Ryanair’a na marzec podjęłam decyzję i kliknęłam w poprawiający jakość życia przycisk „rezerwuj lot”. Od tamtej chwili moje serce przepełniło się nadzieją na lepsze dni, a egzamin z filozofii przestał zajmować większość miejsca w mojej głowie.

Sesja w końcu minęła. W niedzielę około godziny 23:00 w internetowych indeksie pojawiła się pozytywna ocena z ostatniego egzaminu. Radości nie było końca. Nareszcie miałam wolne! Niestety, nie trwało to długo. W poniedziałek o 8:00 rano miałam pierwszy wykład w nowym semestrze. Cóż, przespałam całe ferie… Jednak pomimo tego, że nie miałam przerwy, wiedziałam, że muszę odpocząć. Zbyt długo siedziałam w jednym miejscu.

Lepsze dni nastały. Zaczęłam w końcu planować pobyt we Włoszech i pakować plecak. Kiedy nastał ekscytujący czas wyjazdu momentalnie zapomniałam o wszystkim tym, co mnie przytłaczało. Właśnie tego potrzebowałam – na chwilę zostawić wszystko i wyjechać. Do Mediolanu doleciałam około południa. Wysiadając z samolotu zostałam przywitana przez (tak bardzo utęsknione) słońce i 20°C. Nie mogłam narzekać. Podczas gdy w Polsce cieszyłam się z 10°C, które zwiastowały wiosnę, tak we Włoszech niemalże poczułam lato.

Był to jednak niezbyt długi pobyt. Popołudniu miałam już autobus do Florencji, więc chciałam jedynie zobaczyć to, czego nie udało mi się podczas pierwszej wizyty. Na miejscu spotkałam się ze znajomym Włochem, który od urodzenia mieszka w Mediolanie. Poznaliśmy się podczas mojej wrześniowej podróży w dość nietypowy sposób. Być może pamiętacie post, w którym opisywałam jak wywinęłam orła przy porcie w Vernazzy. To właśnie tam, dzięki mojej niezgrabności nawiązaliśmy kontakt.

Mimo, że miałam ograniczony czas, to wcale nie spieszyłam się, żeby zobaczyć jak najwięcej. W dzień, w którym powinnam być na wykładach, bez wyrzutów sumienia delektowałam się spacerem po dachu mediolańskiej katedry. Szczerze mówiąc dopiero wtedy wywarła ona na mnie tak ogromne wrażenie i dopiero wtedy uwierzyłam w to, że jest ona w ścisłej czołówce największych kościołów świata. 

Muszę przyznać, że nie zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia. Być może dlatego, że wcześniej zepsuty humor przez przygodę z portfelem wziął górę. Właśnie dlatego też chciałam tam wrócić – żeby przekonać się do tego miejsca. Druga wizyta była zupełnie inna. Oprowadzona przez lokalnego mieszkańca zauważyłam piękno tego miasta, a wyjeżdżając poczułam wręcz niedosyt. Wiem, że jeszcze wiele miejsc mogłabym w Mediolanie zobaczyć, dlatego myślę, że jeszcze tam wrócę!

A dla tych, którzy jeszcze tam nie byli polecam upolować tak jak ja super tani lot i zobaczyć co oferuje to miasto. Poniżej zostawiam Wam listę miejsc (do której będziecie mogli wrócić), które są mediolańskimi „must see”. Zostawiam też subiektywną listę zakamarków miasta, szczerze polecanych przez mojego znajomego, który żyje tam od urodzenia. Nie są one z pewnością tak oblegane przez podróżujących i ulicznych handlarzy oferujących całą gamę wielofunkcyjnych i niezawodnych selfie sticków, we wszystkich kolorach tęczy. 😉

  1. Oczywiście Duomo di Milano, czyli Katedra Narodzin św. Marii. Wejście na dach katedry kosztuje 7€ (schodami) lub 12€ (windą). Z góry można zobaczyć przepiękną panoramę miasta, a przy dobrej widoczności nawet Alpy. Oczywiście można też z bliska przyjrzeć się charakterystycznym zdobieniom, w całości wykonanym z marmuru. Z tym samym biletem można wejść do środka i (tak jak ja) dopiero wtedy zorientować jak ogromna jest katedra. Jeśli chcecie się jedynie pomodlić i nie wydawać tych kilku euro, możecie wejść za darmo do pobocznej kaplicy i z niej pooglądać wnętrze kościoła. Jednak będąc już w Mediolanie szczerze polecam przyoszczędzić na czymś innym.
  2. Również oczywiście Galleria Vittorio Emanuele, czyli galeria wzniesiona na cześć króla Włoch Vittorio Emanuelle II di Savoia. Wejście oczywiście za darmo – no  chyba, że planujecie zostawić tam połowę wartości waszego domu w jednym z ekskluzywnych butików.
  3. Park Sempione, w którym znajduje się łuk tryumfalny Arco della Pace – brama miasta ustawiona w stronę Paryża. Park jest duży, więc mimo obecności wielu innych ludzi można spokojnie znaleźć wolną ławkę lub kawałek trawki, żeby odpocząć. Fajnie jest też po prostu się przejść białymi ścieżkami, odetchnąć świeżym powietrzem i nacieszyć się przestrzenią, która jest zabierana przez multum turystów na piazza del Duomo.
  4. Zamek Sforzów, czyli Castello Sforzesco – wstęp darmowy w każdy wtorek od 14:00 i od środy do niedzieli od godziny 16:30
  5. Bramy Mediolanu: (wcześniej wspomniane) Porta Sempione, Porta Vittoria, Porta Venezia
  6. Pozostałe kościoły: Basilica di San Ambrogio, Bazylika di San Lorenzo Maggiore, Santa Maria delle Grazie, San Carlo al Lazzaretto
  7. Leonardo da Vinci Ostatnia Wieczerza (znajduje się w kościele Santa Maria delle Grazie – wstęp płatny) oraz teatr La Scala (wstęp również płatny)

Mój kolega polecił mi kilka miejsc, gdzie można w przystępnej cenie zaspokoić swoje zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju (wysokokaloryczne, ale przy tym nigdy nie wywołujące wyrzutów sumienia) włoskie przysmaki. Choć budżetowe wyjazdy w pewnej części polegają na żywieniu się w super marketach, to będąc zagranicą grzechem jest nie spróbować prawdziwej, lokalnej kuchni. Poniżej zostawiam listę miejsc, gdzie warto wstąpić i zjeść coś bardzo satysfakcjonującego. Wiarygodność tej listy potwierdza fakt, że są to miejsca do których chętnie chodzi rodowity Mediolańczyk. Jeśli klikniecie w nazwę lokalu zostaniecie przeniesieni do strony Yelp, którą szczerze polecam. Zawsze z niej korzystam (a raczej z aplikacji) kiedy jestem w nieznanym miejscu.

Pizza, Pasta, Panzarotti – do zjedzenia na miejscu lub to zgarnięcia w łapkę

MaruzzellaLuini, Spontini, Pizza AM

Gelato

Cioccolati Italiani, Toldo, La Gelateria della Musica, Gelateria Porta Romana  (vegan)

ph. credit: Manon S.

Druga wizyta w Mediolanie była szybka i intensywna. Po kilku godzinach spędzonych w stolicy mody, pełna wrażeń ruszyłam do cudownej Florencji dalej szukać przygód. Już całkiem niedługo zasypię Was zdjęciami z tego przepięknego miasta, podpowiem co zobaczyć i wytłumaczę dlaczego znowu porwałam się na podróż solo.

Jeśli przeczytaliście wpis i Wam się spodobał proszę zostawcie komentarz, propozycję na kolejne artykuły lub wszelkie inne sugestie.

Do wpisu z Florencji! Ciao! 🙂

One thought on “MEDIOLAN – CZYLI MIŁOŚĆ OD DRUGIEGO WEJRZENIA”

Co tam sobie myślisz? :)

%d bloggers like this: