POPRZEDNI WPIS Z PARYŻA : KLIK

AU REVOIR PARIS!

Nasz pobyt w Paryżu trwał 3 dni i przysięgam (a nie mówię tego często), że było to zdecydowanie za mało, żeby zobaczyć wszystko. Cóż, chciałyśmy bardzo dłużej zostać, ale już i tak wystarczająco dużo zajęć opuściłyśmy. Czwartkowe zajęcia zaliczają się do tych, których chcąc nie chcąc nie można było przeskoczyć, więc w środę popołudniu spakowałyśmy się z powrotem do samolotu. Zanim jednak powiedziałyśmy Paryżowi Au revoir, zdążyłyśmy zobaczyć jeszcze całkiem sporo pięknych miejsc i zrobić w brzuchu zapas bagietki na następny miesiąc.

DZIELNICA MONTMARTRE

Budząc się we wtorkowy poranek w naszym cudownym noclegowisku, postanowiłyśmy zejść na dół w celu znalezienia kuchni, żeby zrobić sobie pyszną i pożywną owsiankę. Okazało się, że takowe pomieszczenie nie istnieje, więc niezniechęcone postanowiłyśmy poprosić o czajnik lub gorącą wodę. Zapytany przez nas pan obdarował nas życzliwym uśmiechem, z którego można było bez problemu odczytać, że nie ma pojęcia o co nam chodzi. Niezmordowane postanowiłyśmy więc wykorzystać dobro techniki jakim jest Google Translator, żeby lektor za nas wypowiedział naszą prośbę. Kiedy i to nie zadziałało, zaczęłyśmy wymachiwać rękoma, żeby dogadać się chociaż w języku migowym. Jednak pan (lub my) najwyraźniej nie był najlepszym graczem w kalambury. Cały wysiłek okazał się na nic. Poddałyśmy się i postanowiłyśmy zadowolić się bagietką z czekoladą. W sumie nie była ona ani trochę gorszą alternatywą. Cóż przynajmniej próbowałyśmy zjeść coś zdrowego… 😅

Po udanej wizycie w piekarni, nasze kroki skierowałyśmy w stronę bazyliki Sacré-Cœur. Dzięki jej lokalizacji – na szczycie wzgórza Montmartre, miałyśmy okazję zaliczyć trening kardio (jak to powinno się robić po pokaźnej porcji węglowodanów). Sprytnie omijając czarnoskórych przedstawicieli handlowych proponujących bransoletki przyjaźni, pokonałyśmy schody prowadzące pod sam kościół. Oj warto było spalić te kilka kalorii dla takiego widoku, i nie mówię tutaj o świątyni (która w zasadzie też jest niczego sobie), ale o panoramie Paryża, która rozpościerała się przed naszymi oczami.

wzgórze Montmartre Paryż, bazylika Sacré-Cœur punkt widokowy

wzgórze Montmartre Paryż, Sacré-Cœur punkt widokowy

wzgórze Montmartre Paryż, Sacré-Cœur punkt widokowy

Po chwili spaceru i jeszcze dłuższej chwili zachwytu zaczęłyśmy schodzić ze wzgórza, by przecinając uliczki klimatycznej dzielnicy Montmartre znaleźć ścianę miłości. Dla tych co nie słyszeli o niej – jest to ściana, skryta w maleńkim parku, na której w 250 językach napisane jest „Kocham Cię”. Po polsku też oczywiście jest! Gdybym miała dłuższą rękę to bym pokazała dokładniej. 😉

Wall of Love Paris , ściana miłości Paryż

ARC DE TRIOMPHE

Kolejnym punktem, którego bardzo nie chciałyśmy przegapić był Łuk Triumfalny. Dzielące nas od niego 4 kilometry przeszłyśmy delektując się widokiem paryskiego zgiełku, po drodze odbijając, by zobaczyć najsławniejszy francuski wiatrak. Moulin Rouge położony w dzielnicy Pigalle jest jedynym wartym uwagi obiektem w tej okolicy. Ulica ta nazywana inaczej „dzielnicą czerwonych latarnii” słynie nie tylko z kabaretu Moulin Rouge. Jest tutaj wiele innych kabaretów, zwanych inaczej domami publicznymi.

Moulin Rouge Paryż Pigalle

Łuk Tryumfalny Paryż

Nareszcie doszłyśmy na plac Charles-de-Gaulle! Łuk Triumfalny to chyba najlepszy punkt widokowy w Paryżu – z jego tarasu widać charakterystyczne rozłożenie ulic i kamienic. Spędziłyśmy tam sporo czasu nie mogąc się napatrzeć na rozjaśnione słońcem miasto. Niesamowity widok na Pola Elizejskie z jednej strony, a z drugiej na modernistyczną dzielnicę La Défense. Mam nadzieję na zawsze pozostanie w mojej głowie.


CIEKAWOSTKA:

Jak nie trudno się domyślić Łuk Triumfalny nie powstał po to, by stać się wieżą widokową. Zbudowano go by uczcić pamięć poległych za Francję żołnierzy w wojnach rewolucji francuskiej i wojnach napoleońskich. Na łuku wyryto nazwiska 386 walczących, a w tym 7 Polaków. Wyryto również nazwy pięciu polskich miast: Gdańsk, Ostrołęka, Pułtusk, Lidzbark Warmiński oraz Wrocław.


łuk tryumfalny widok punkt widokowy Paryż

MCDONALD’S VS. LADURÉE

Po przejściu dobrych 15 kilometrów należał nam się odpoczynek. Ruszyłyśmy w kierunku Trocadero, zaopatrując się po drodze w makaroniki. (Tutaj mała rada/cebulacki trik – zamiast stać w kolejce po makaroniki za 4€/szt. w Ladurée, w Mc można kupić 6 sztuk za 4,5€. Podobno smakiem i recepturą nie odbiegają od oryginalnych – prawdopodobnie tylko sławą i tradycją. Sprawdziłam na własnym podniebieniu – są pyszniutkie!)  Po znalezieniu idealnego miejsca na trawie, położyłyśmy się i delektując się tym pięknym dniem degustowałyśmy makaronik po makaroniku.

Paryż, makaroniki przy plac Trocadero

Widać makaroniki łączą ludzi. Takiego uroczego kolegę poznałyśmy, dzięki nim! 😄

Ach, jaki cudowny to był czas w Paryżu. Oderwane nagle od studenckich obowiązków przeniosłyśmy się do jakby zupełnie innego świata. Zostawiając w Polsce typowo marcową pogodę zostałyśmy powitane tam ciepłymi promieniami słońca. Chyba już zawsze Paryż będzie kojarzyć mi się z wiosną, niekończącymi się spacerami i pysznymi cheat-meal’ami. No i będzie przestrogą przed bookowaniem hosteli w ostatniej chwili! Cóż przynajmniej mamy się dzisiaj z czego śmiać. 😅


Czy powielam opinię, że Paryż jest przereklamowany? Zdecydowanie nie. Czy chętnie tam jeszcze wrócę? Zdecydowanie tak. Zostało jeszcze wiele miejsc, które bym chciała tam zobaczyć, no i jeszcze tyle bagietek do zjedzenia! 😀  Także do zobaczenia kiedyś!


P.S. Planuję zrobić serię budżetowych przewodników miejsc w których byłam, opartych na własnym doświadczeniu (co zobaczyć + mapka, jak dojechać, co i gdzie zjeść, gdzie spać). Każdy wyjazd, który organizuję jest na studencką kieszeń. Wiem to, bo sama jestem studentką i sama w 100% opłacam swoje podróże.

Kto jest chętny na takie wpisy? 😉

Co tam sobie myślisz? :)