Ok, jedziemy dalej. Następny przystanek to wymarzone Cinque Terre! Po przemiłej pogawędce z podróżującym studentem z Indonezji na dworcu w Pizie pakujemy się na pokład Flixbus’a. Po około 1,5h jazdy wysiadamy w przepięknym porcie w miejscowości La Spezia. Jest to idealne miejsce wypadowe do zwiedzania słynnych miasteczek. To tutaj zaczyna się relacja pociągów La Spezia – Levanto, które zatrzymują się w każdej miejscowości. Jeśli byście kiedyś szukali tutaj taniego i przyjemnego noclegu to z czystym sercem polecam Grand Hostel Manin.  Sympatyczna obsługa w hostelach dla młodych ludzi nie jest rzadkością, ale tutaj było wyjątkowo miło. W dodatku bardzo czysto, ładnie oraz w świetnej lokalizacji. I nie to wcale  nie jest reklama (chociaż miło by było gdyby ktoś tak pomyślał, bo to by znaczyło, że mam taką fajną stronę, że na niej zarabiam :D), ale czysta refleksja. Grzechem jednak było by traktować tę miejscowość jedynie jako nocleg. Miasto jest przepiękne i klimatyczne, przepełnione lokalnymi, którzy do późnych godzin gwarnie oblegają restauracje. Spacery i długie rozmowy spędzone w porcie z butelką różowego, lekko musującego wina już na zawsze będą mi się kojarzyć właśnie z La Spezia.

balkon naszego hostelu

Jeśli dzięki mojemu opisowi właśnie zaczynacie pakować walizkę, to nie zapomnijcie wpisać do planu wyjazdu Portovenere. Całkiem przypadkiem trafiłam na tę miejscowość podczas szperania w internecie. Mało o niej informacji, a nawet Google grafika jest bardzo myląca, bo pokazuje zdjęcia z różnych miejsc. Wiedziałam tyle, że jest tam przepiękny kościół na skale ( ale to biblijnie zabrzmiało :D). Nie spodziewałam się, że będzie to miejsce, które uznam za jedno z najpiękniejszych w którym byłam.

Dostałyśmy się tam za darmo, dzięki życzliwości pana autobusiarza, więc już od początku byłyśmy podekscytowane. Zaoszczędzone euro oczywiście nie zostały odłożone do skarpety, ale bardzo dobrze zainwestowane w pistacjowe gelato. Zajęte pałaszowaniem lodów dotarłyśmy na wzgórze gdzie znajdował się ów kościółek/zamek i, kiedy już stwierdziłyśmy, że piękniej być nie może, okazało się, że właśnie wtedy odbywał się tam ślub. Żeby nie rozchorować się od nadmiaru tej romantycznej sceny, poszłyśmy wykąpać się w miejscu ze zdjęcia powyżej. Zachęcona widokiem skaczących ze skał do wody tubylczych dzieciaków sama przez chwilę porwałam się na ten pomysł. Jednak rwące fale i parzące meduzy sprawiły, że dość szybko zmieniłam zdanie. Mimo to (albo i dzięki temu) pływanie w tym pięknym miejscu było niezapomniane. Podobnie jak wdrapanie się na wysoką skarpę, żeby oglądać jeden z cudowniejszych zachodów słońca w moim życiu. 

 

Co tam sobie myślisz? :)

%d bloggers like this: