Nastał listopad. Najbardziej deszczowy, pochmurny i nieprzyjemny miesiąc. Całkiem trafnie nazywany zbiorem wszystkich poniedziałków z całego roku. Jako, że nie trudno w tym okresie o przeziębienie i depresje, zagnieżdżona głęboko pod warstwą kołdry, wracam myślami do włoskich wakacji. Patrząc na zdjęcia, które robiłam dosłownie roztapiając się w słońcu, uśmiech wraca mi na twarz. Za każdym zdjęciem kryje się cudowne wspomnienie i cofając się do tych chwil zapominam o listopadowym armagedonie za oknem. 

Wracając do meritum, po zachwytach mających miejsce w Portovenere pora w końcu na Cinque Terre! Pięć urokliwych miasteczek rybackich, słynnych z kolorowych domków i niespotykanego klimatu, to miejsce, które zdecydowanie trzeba zobaczyć! Będąc tam i przyglądając się życiu tamtejszych mieszkańców zastanawiałam się jak z jednej strony cudownie mieszkać jest w tak czarującym miejscu, a z drugiej jaką dobrą kondycje muszą mieć tutejsi Włosi, skoro pokonują codziennie setki schodów w drodze do domu (to trochę tak jakbym musiała codziennie wchodzić na moje 9 piętro, w trzydziesto-kilku stopniowym upale). Trzy dni spędzone w Cinque Terre były niezapomniane! Poniżej zostawiam Wam kilka słów o każdej z pięciu miejscowości.  Miłego 🙂 ! 

RiomaggioreProcessed with VSCO with hb2 preset

Riomaggiore jest pierwszą miejscowością od południa Włoch, drugą największą i moim zdaniem najbardziej urokliwą. To chyba tam spędziłyśmy najwięcej czasu. Nie ukrywam, że być może dlatego, że tam byłyśmy w pierwszej kolejności, nasza ekscytacja sięgała zenitu. Po wyjściu z pociągu na peronie rozpościerał się przepiękny widok na skaliste wybrzeże, a po wejściu do miasta dotarł do nas charakterystyczny włoski gwar i dźwięki ulicznej muzyki. Jeśli będąc tu, i zmęczeni słońcem zamarzylibyście o piaszczystej plaży, to niestety, nie spełnilibyście tego marzenia w Riomaggiore. W zamian za to polecam najlepszy „swim-spot” z widokiem na miasteczko. Wystarczy przejść się po wysuniętych w morze skałach, znaleźć tę idealnie płaską skałkę i wskoczyć do zbawiennie orzeźwiającej wody. Potem warto chwycić w jednym ze sklepików „seafood take away” opiekane kalmary lub inne świeżo łowione morskie stworki. Jest to tutejszy przysmak, cieszący się ogromną popularnością.

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with kk1 preset

ManarolaProcessed with VSCO with hb2 preset

Manarola to miasteczko, które tak samo czarujące jak wspomniane wcześniej Riomaggiore, przegrywa jedynie plażą, która była bardziej oblegana. W zamian za to oferuje przepiękny szlak wiodący ponad budynki domów z zapierającym dech w piersiach widokiem. Żeby na niego wejść trzeba trochę szczęścia, bo nie ma żadnych oznaczeń ani drogowskazów. Po dojściu na szczyt miasteczka trzeba zboczyć z głównej uliczki i zgubić się gdzieś między domkami, żeby wejść na szlak. Właśnie dzięki temu, jest on prawie pusty i można na chwilę odskoczyć od włoskiego zgiełku. Kiedy wybije już ta godzina, w której brzuchy dopominają się o swoje, fajnie jest zaopatrzyć się w pizzę lub lokalną focaccie i zrobić sobie mini piknik z widokiem na miasteczko.  Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

CornigliaProcessed with VSCO with hb2 preset

Coniglia jako jedyna miejscowość nie jest położona nad samym morzem, ale leży wyżej w górach. Żeby się tutaj dostać, trzeba najpierw dzielnie pokonać trasę tzw. „Wielkich Schodów”. Nie ukrywam, że nie spędziłyśmy tutaj tak dużo czasu jak w Riomaggiore i Manaroli. Pewnie dlatego, że to miasteczko nie ma dostępu do plaży, gdzie można odpocząć i popływać. Jednak uroku Corniglii nie brakuje, dlatego jeśli byście kiedykolwiek tutaj byli nie zniechęcajcie się ilością schodów – na szczycie cytrynowe gelato smakuje najlepiej na świecie! (niestety nie odnalazłam zdjęć na dysku z tego miejsca 🙁 ) 

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

VernazzaProcessed with VSCO with f2 preset

Vernazza to ta miejscowość z charakterystycznym kościółem przy samej przystani rybackiej. W 2011 roku przez powódź miasteczko bardzo ucierpiało, dlatego z kościoła św. Małgorzaty ocalała głównie wieża – wizytówka Vernazzy. Przy porcie znajduje się wiele restauracji i to tutaj głównie panuje gwar. Kiedy tam byłyśmy akurat trwała akcja charytatywna na rzecz ludzi, którzy ucierpieli z powodu ostatniego trzęsienia ziemi we Włoszech. Choć będąc na budżetowych wakacjach, otworzyłam swoje serce i wspomogłam akcję kilkoma euro. W zamian nieoczekiwanie dostałam lampkę lokalnego wina (czyt. kubeczek plastikowy), więc po chwili wielce zadowolona dołączyłam do Ani, która już znalazła idealną skałkę do leżakowania. Idąc radośnie w moich klapeczkach, po niespodziewanie śliskich kamieniach, z gracją wylądowałam tyłeczkiem w wodzie, i w ten o to żałosny sposób poznałam dwóch przesympatycznych Włochów, którzy później pomogli mi w zaplanowaniu pobytu w Mediolanie. Przewrotność losu (albo raczej moja) bywa czasem zaskakująco fajna! 😀 

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

MonterossoProcessed with VSCO with f2 preset

Monterosso to już ostatnia miejscowość Cinque Terre i jednocześnie największa. Szczerze mówiąc podobała mi się najmniej. Z biegiem czasu z miasteczka rybackiego przeobraziła się w kurort. Plantacja parasolek na płatnej plaży to zdecydowanie nie to co lubię najbardziej. Pomimo tego, że (moim zdaniem) Monterosso odbiega klimatem od reszty miasteczek Cinque Terre, nadal uważam, że warto odwiedzić to miejsce, ponieważ widoki na wybrzeże są równie piękne. 

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

 

Wbrew opinii, że Cinque Terre staje się coraz bardziej zatłoczonym i obleganym przez turystów miejscem, myślę, że nie straciło uroku małych, włoskich wiosek rybackich. I choć to prawda, że z roku na rok przyjeżdża tu coraz więcej osób, Cinque Terre jest miejscem przepięknym, które trzeba odwiedzić! Najlepsza rada na spędzenie tu najlepszego czasu? Wziąć na wynos kilka smaków pizzy i lokalne wino, znaleźć idealne miejsce wsród skał i podziwiać urok tych kolorowych domków, cudownie oświetlonych po zachodzie słońca. 

Ktoś z Was odwiedził kiedyś Cinque Terre? Jestem ciekawa opinii i rad innych! 😀 

xx

5 thoughts on “SUBIEKTYWNY PRZEWODNIK PO CINQUE TERRE”

Co tam sobie myślisz? :)

%d bloggers like this: