Dlaczego mnie tam wcześniej nie było?! Przez kilka dni po powrocie zadawałam sobie to pytanie. Za dzieciaka bardzo dużo podróżowałam z rodzicami po Polsce i wydawało mi się, że powiedzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie” w tym kontekście mnie nie dotyczy. Bo przecież zjeździliśmy setki kilometrów na rowerach, byliśmy tyle razy w górach, mieszkamy nad morzem, zobaczyliśmy tyle uroczych (małych i dużych) miast i nawet Kaszuby i Mazury nie są nam zupełnie obce. Myliłam się. Choć byłam przekonana, że doceniam piękno Polski, to okazało się, że jednak za mało.

Kiedy sama zaczęłam podróżować, okolice Morskiego Oka omijałam szerokim łukiem. Wydawało mi się, że jest tam za dużo ludzi, by móc cieszyć się widokiem. Myliłam się. Nie zdawałam sobie sprawy, że klapkowicze idący asfaltem pod górę mogą zmienić moje myślenie o tym miejscu.

Przekonana zdjęciami innych osób postanowiłam, że nadeszła najwyższa pora, żeby zobaczyć to miejsce na własne oczy. Droga jednak nie była pokryta asfaltem.

Dzień pierwszy: Zakopane – Nosal – Hala Gąsienicowa 

Pierwszego dnia co prawda trochę nas zalało i największą motywacją do dojścia na górę wcale nie były widoki (bo takowych nie było), ale wizja zdjęcia z siebie przemoczonych ubrań i wypicia ciepłej herbaty. Oczywiście nie byłam najlepiej przygotowana na takie warunki pogodowe, więc trzeba było zainwestować w poncho przeciwdeszczowe. Co prawda 5 zł nie chodzi piechotą, ale każdy wie, że czasem warto inwestować. Fioletowy worek z kapturem i rękawami okazał się jednym z lepszych zakupów mojego życia.

Dzień drugi: Hala Gąsienicowa – Zawrat – Dolina Pięciu Stawów + Siklawa 

Drugi dzień był już bardziej obiecujący. Choć gęsta mgła przysłaniała widok, to słońce skutecznie się przez nią przedzierało, a wiatr co jakiś czas ją rozpraszał. Wtedy działy się rzeczy nie do opisania. Niestety większość drogi szłyśmy powtarzając „ale szkoda, że nic nie widać”. Choć może tak naprawdę „stety”, bo gdy dotarłyśmy na szczyt, gdzie po drugiej stronie góry zaskoczyło nas czyste niebo, to, to co zobaczyłyśmy, doceniłyśmy jeszcze bardziej. Droga nie była lekka (na tej wysokości to już raczej wspinaczka), ale kanapka z masłem orzechowym z takim widokiem była tego warta. #breakfast_with_a_view wskoczyło na wyższy level.

Po tej uroczej przerwie ruszyłyśmy dalej. Zaczęłyśmy wchodzić na Kozią Przełęcz. Jednak po kilku minutach się cofnęłyśmy, bo (muszę się przyznać) nie czułam się do końca gotowa na wspinanie po pionowych skałach bez zabezpieczeń, gdzie z dwóch stron była przepaść. Cóż może za rok, może za dwa lata (na pewno jeszcze wrócę w te rejony Tatr). Do Pięciu Stawów zeszłyśmy więc bardziej mainstreamowym szlakiem.

Do schroniska doszłyśmy lekko zmęczone, ale przede wszystkim usatysfakcjonowane. Ta przestrzeń, to powietrze, te dźwięki. Coś niesamowitego! A jakby tego było jeszcze mało, to blisko schroniska był ogromny wodospad, przy którym leżałyśmy i po prostu kontemplowałyśmy otaczające nas piękno. Leżałybyśmy pewnie dużo dłużej, gdyby nie burczenie w brzuchu zakłócające dźwięki przyrody.

Dzień trzeci: Dolina Pięciu Stawów – Świstówka Roztocka – Morskie Oko – Czarny Staw   

Po (nie do końca przespanej) nocy na glebie w schronisku przyszła pora na nowe doświadczenia. Ruszyłyśmy skoro świt (czytaj o 8:00) w stronę Morskiego Oka, idąc przez Świstówkę Roztocką. Przez długi czas byłyśmy same na szlaku (nie licząc kozicy), więc nie czując presji ze strony profesjonalnych górskich wędrowców robiłyśmy sobie przerwy częściej niż potrzebowałyśmy. I tak nie zdołałyśmy się wystarczająco napatrzeć.

Po jakimś czasie przed nami rozpostarł się widok na Morskie Oko i Rysy. Naszła mnie pewna refleksja odnośnie wspomnianych wcześniej klapkowiczów.

Po pierwsze, przecież ja też jestem częścią tego tłumu, dlaczego więc przeszkadza mi to, że są tam inni? Po drugie, czy to nie jest właśnie wspaniałe, że prawie każdy może zobaczyć to przepiękne miejsce? Ilość tych osób mówi tylko o tym, że rzeczywiście jest na co popatrzeć. I tak wchodzenie 2 godziny pod górę, nawet jeśli po asfalcie, nie jest łatwe lub nawet niemożliwe dla każdego. Z resztą czy to nie jest pocieszające, że tyle osób jest wrażliwych na piękno przyrody? Jak uważacie?;)

 

4 thoughts on “TAKIE WIDOKI TYLKO W POLSCE”

  1. Jak widać daleko nie trzeba jechać, żeby podziwiać piękne widoki. Tysiące ludzi dowiaduje się tego każdego roku 🙂

  2. Siema! Ciekawy wpis, często zapominam o tym, że w tych z pozoru zwykłych, nudnych, oklepanych lub w jakiś sposób odpychających rzeczach można odkryć jakąś prawdę i niezwykłość – a w przypadku Morskiego oka, że czeka ona na każdego 😀

  3. Niezwykłość jest we wszystkim co nas otacza, trzeba tylko starać się ją dostrzec 🙂 Nie jest to zawsze łatwe 😛

Komentarze:

%d bloggers like this: