Kontynuacja wpisu o różnicach w życiu codziennym we Włoszech i w Polsce. O kilku ciekawych spostrzeżeniach, o których pisałam wcześniej możecie przeczytać tutaj. 🙂

OGRZEWANIE? PRZECIEŻ WŁOCHY TO CIEPŁY KRAJ

W moim mieszkaniu okna są bardzo duże i nieszczelne, posadzki zimne, sufity wysokie, a przestrzeń jest naprawdę spora. To jedne z czynników, które sprawiają, że bywa naprawdę zimno.

To jest jedna z tych rzeczy, które irytują mnie najbardziej. Nawet nie wiecie jak bardzo tęsknię za tym, by otulić się ciepłą kołdrą w swoim łóżku w domu rodzinnym. Włosi nie znają czegoś takiego jak pierzyna – latem używają tylko prześcieradła do przykrycia się, a zimą dodatkowo koca (ewentualnie dwóch, plus coś co nazwijmy kapą). Wydawać by się mogło, że to wystarcza, ale szczerze to nie wiem jak oni wytrzymują. Ja z domu przywiozłam ciepły śpiwór i oblekłam go w poszewkę, do tego mam koce i to jedyny sposób, żeby nie zamarznąć w nocy. Ogrzewanie jest tutaj bardzo bardzo drogie, więc używa się go rzadko. (Serio nie spodziewałam się rachunku na ponad 170€ za miesiąc). W zasadzie włączane jest kiedy już naprawdę nie da się wytrzymać. Hmm… tylko, że nawet jeśli jest włączone, w domu nadal panuje niekomfortowa temperatura. Dlaczego? Budynki są bardzo słabo izolowane (albo w ogóle), a okna nieszczelne (w moim mieszkaniu nawet nie mają klamek, tylko coś w rodzaju zatrzasku – widać na zdjęciu). Do tego mieszkania często są przestronne, a podłogi w nich to zimne posadzki. Piec ma za małą moc, żeby nagrzać przestrzeń. Na początku próbowałam namówić moje współlokatorki, żeby częściej włączać ogrzewanie, bo przecież za komfort egzystowania we własnym mieszkaniu można zapłacić trochę więcej. Okazuje się, że po prostu muszę się do tego przyzwyczaić, bo dla nich to normalne – zimą jest zimno, a rachunki są rzeczywiście kosmiczne. Myślałam, że to problem tylko mojego mieszkania, ale wszyscy moi znajomi potwierdzają, że też się z tym zmagają. Ci, co mieszkają z Włochami również spotykają się ze sprzeciwem jeśli chodzi o włączanie ogrzewania. Czy im nie jest zimno?! Nie pojmuję tego, no ale cóż… Co prawda jesienno-zimowe miesiące są tutaj cieplejsze niż w Polsce, ale nadal lato to zdecydowanie nie jest. W nocy temperatura spada nawet do zera. Podczas sesji chodziłam codziennie do biblioteki, nie tylko dlatego, że nie mogłam się zmobilizować lub potrzebowałam książek. W domu nie dało się uczyć w tak dyskomfortowej temperaturze. Jedynym rozwiązaniem jest zawsze gorący (serio gorący) prysznic przed spaniem i zaraz po obudzeniu. Na szczęście sezon grzewczy tutaj jest o wiele krótszy niż w Polsce, a już teraz robi się coraz cieplej.

30 LAT NA KARKU, WIĘC POWOLI MYŚLĘ O… KOŃCZENIU STUDIÓW

Jeśli kojarzycie Włochów z ich sławnego dolce far niente (słodkie nicnierobienie), to dobrze kojarzycie. Nie chcę generalizować i oczywiście nie twierdzę, że wszyscy lub większość Włochów to lenie i nieroby. Trzeba jednak przyznać, że z sufitu to powiedzenie się nie wzięło. Występuje bowiem w tej narodowości pewna zależność.

Kiedy się wprowadzałam do mieszkania wiedziałam, że mieszkają w nim dwie studentki. Jak się okazało jedna 23-letnia, a druga 30-letnia. Hmm… 9 lat różnicy wieku między mną a tą starszą. Dla mnie to tam luzik, ale czy ona chce mieszkać z 21 letnią studentką na Erasmusie? Nie jest to wyjątek, bo współlokatorzy moich znajomych są w podobnym wieku. Trzydziesto, a nawet i Trzydziesto-parolatkom nie przeszkadza mieszkanie z młodymi studentami. Nie zawsze, ale często sami jeszcze studiują. Ponadto, w moim przypadku część wykładów odbywała się w gronie samych Włochów – byłam jedynym Erasmusem. Spośród grupy studentów, liczącej około 60 osób około 10 wyróżniało się wiekiem – na oko 15, a nawet 20 lat starszym ode mnie. Poza tym, w Pizie ESN (Erasmus Student Network – organizacja pomagająca i organizująca czas erasmusom, której członkami są miejscowi studenci) działa bardzo prężnie i osoby do niego należące świetnie integrują się z przyjezdnymi. Spora część znajomych, których poznałam należy właśnie do tej organizacji. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że średnia ich wieku to jakieś 27 lat. W Polsce to raczej wiek, w którym studia już się skończyło. Czy w Polsce osoba mająca 30 lat i mieszkająca ze studentami nie byłaby uznana za lekkiego nieudacznika? Nawet jeśli byłaby już osobą pracującą, to niemieszkanie „na swoim” świadczyłoby o tym, że coś w życiu jej nie wyszło. Nie mówię, że to zasada, ale czy tak trochę nie jest?

Okazuje się, że Włosi mają tendencję do długiego studiowania. Podczas gdy w Polsce wiek 30 lat raczej kojarzy się z własnym mieszkaniem i pracą, często też rodziną albo przynajmniej stałym związkiem, to we Włoszech zazwyczaj następuje to później. Dlaczego tak jest? Na tę tendencję składa się kilka czynników. Po pierwsze studia we Włoszech są płatne, ale egzaminy poprawkowe i powtarzanie roku już nie. W związku z tym studenci nie czują presji, ani nie są wystarczająco zmotywowani do tego, żeby zdać wszystko w pierwszym terminie. Po drugie wielu Włochów nie czuje potrzeby uniezależnienia się od rodziców. Mamy starają się zatrzymać dzieci jak najdłużej w domu albo jak najdłużej mieć je pod swoją opieką – nie napierają, by kończyły studia w czasie. Dla studentów jest to z kolei wygodne i bezpieczne, więc dlaczego nie? Po trzecie we Włoszech społeczeństwo nie wykreowało aż tak silnego toku myślenia jak w Polsce – szkoła -> studia -> praca -> małżeństwo. Oczywiście jest to pewna kolej rzeczy, ale można powiedzieć, że istnieje tutaj większe przyzwolenie społeczne na to, by odstępować od tego schematu. Poza tym wydaje mi się, że jest tutaj mniejsza konkurencyjność i nie ma takiego „wyścigu szczurów”. Jednak co najbardziej istotne, Włosi lubią żyć przyjemnie i stosują zasadę dolce far niente w życiu codziennym. Nie ma w tym nic złego i nikt w to nie wnika jeśli masz 30 lat i powtarzasz kolejny rok, swojego drugiego kierunku studiów. W końcu „pośpiech jest obelgą dla mądrości” (Richard Scott Bakker). 😛

„SOLO PER RAGAZZE” – POPULARNOŚĆ MIESZKAŃ NIEKOEDUKACYJNYCH 

Co prawda w Polsce wynajmowałam mieszkanie tylko dwa razy, ale myślę, że nawet takie małe doświadczenie w tej kwestii pozwala mi stwierdzić pewną różnicę. W końcu i tam i tutaj naszukałam i naoglądałam się wielu różnych mieszkań. Samo wyszukiwanie mieszkań wygląda tak samo – szperałam w internetach, pisałam, dzwoniłam, spotykałam się – klasycznie. We wrześniu było tutaj bardzo dużo ogłoszeń o wolne pokoje. Co ciekawe, nie wszystkie, ale spora większość ofert dzieliła się na dwie kategorie: „solo per ragazze” i „solo per ragazzi” (tylko dla dziewczyn/tylko dla chłopaków). Okazuje się, że we Włoszech większość mieszkań studenckich dzieli się na damskie i męski. Nie znam Włocha albo Włoszki, która mieszka w koedukacyjnym mieszkaniu. Erasmusy owszem, ale tutejsi studenci nie. Zaciekawiona tą tendencją zapytałam moich współlokatorek czy rzeczywiście tak jest, czy tylko ja mam takie odczucie. Zdziwione zapytały czy w Polsce jest inaczej. 😀 Hmm… oczywiście, w Polsce natrafiłam na ogłoszenie dla dziewczyn, ale było to raczej na zasadzie „szukamy współlokatorki”, a tutaj sam właściciel już z góry ustala czy chce wynajmować mieszkanie dziewczynom czy chłopakom. W większości ogłoszeń jakie przeglądałam w Poznaniu płeć nie była warunkiem możliwości wynajmu, a we Włoszech w ogłoszeniach wyraźnie określone jest do kogo kierowana jest oferta.

BRAK CZAJNIKÓW

Gotowanie wody na herbatę w garnku – taki trochę oldschool, takie trochę studenckie warunki 😛

Muszę przyznać, tego się nie spodziewałam. 😀 Nie jest to coś co mi wielce przeszkadza, kwestia przyzwyczajenia, ale gdybym miała mieszkać tutaj dłużej niż rok, raczej zainwestowałabym w czajnik. Na początku myślałam, że to po prostu dziwne. Że co? Wieść o mikrofali, tosterze czy innych sprzętach kuchennych dotarła do Włoch, a o czajnikach nie? Później jednak zauważyłam, że brak czajników w domach jest jak najbardziej logicznie wytłumaczalny. Kawę oczywiście robi się tylko w moce, nie w żadnych aeropressach, chemexach czy broń Boże po turecku. Gorąca woda nie jest więc do tego potrzebna. Co z herbatą? Włosi herbatę piją baaaardzo sporadycznie. Jedynie zimą, maksymalnie raz dziennie. Czajniki więc nie są im do szczęścia potrzebne. Dla osoby (czyt. mnie), która pije herbatę na potęgę jest to bardzo niezrozumiałe. Szczególnie kiedy w mieszkaniu jest tak zimno. Jednak nie jest to aż tak irytujące, można poradzić sobie z rondelkiem. Bardziej irytujący jest fakt, że w związku z tym, że Włosi piją tak mało herbaty, jest bardzo mały wybór ich w sklepach i jest dość droga. Nie spodziewałam się, że tak bardzo niepolski produkt jak herbata, będę sobie sprowadzać właśnie z Polski. Jak bardzo zaskoczona była moja współlokatorka, kiedy zrobiłam jej białą herbatę przywiezioną po świętach z Polski. Nawet nie wiedziała, że taka istnieje. 😀


Jestem już na półmetku mojego pobytu w Pizie (mamma mia! jak to szybko zleciało!). Ciekawe czym jeszcze zadziwi mnie Italia! 😀

A dla Was? Które z powyższych różnic były zaskoczeniem? Macie jeszcze jakieś spostrzeżenia co do Włoch albo innych krajów? 😀

4 thoughts on “WŁOCHY POD MASKĄ „DOLCE VITA” CZĘŚĆ 2”

  1. ohh, i thought I was the only one with the heating-bills thing and about the kettle, i thought my flat didnt have one, my flat doesn have a lot of things soo i’ve never asked. Im from south america. and the things that surprised me are: 1. Food is something very very serious 2. Pasta can be made with everything, love it, 3. (my favourite) The pizza is personal, bitch!! 4. They complain about everything, 5. They are very very very very very very (x10000) close to their families. 6. Southern italians are warmer than northern italians but not warmer as an average latin american. 7. the pickpockets are not very skilled XD 8. i can sense some of misogynist and so on …

  2. no, the heating problem is real hahah (really happy the spring is closer and closer :P) but i’ve heard its common problem in „warm/southern countries”, isn’t it like that in south america? 😉
    1. Totally agree hahahaha never make fun of italian food
    4. and don’t care about anything hahaha
    5. sooooo true, family first
    7. and i can see many womanizer hahaha

    Kind of impressed u translated my text! Well done, i hope google translator didn’t show anything ridiculous hahah
    Grazie per il commento! 😉

Komentarze: