Codziennie rano parzę tę samą kawę. Staram się delektować jak najdłużej jej intensywnym smakiem, ale kiedy spoglądam na zegarek, okazuje się, że muszę już wychodzić. Szybko biorę następne łyki i jak zawsze zostawiam trochę kawy w kubku. Nie wiem dlaczego. Tak jakoś mam. Zakładam buty i wychodzę z mieszkania. W pośpiechu trzaskam drzwiami i po chwili znajduję się na gwarnej ulicy w centrum Jeżyc. Kieruję się w stronę mostu teatralnego. Po drodze oglądam się jeszcze w witrynie mięsnego (ma najlepsze lustra). Cóż, bywało gorzej, a lepiej nie będzie.

W końcu wsiadam do zatłoczonego tramwaju. Ktoś się denerwuje, że maszynista jedzie jak szalony. Ktoś słucha muzyki w słuchawkach tak głośno, że wszyscy dookoła słyszą. Ktoś próbuje dospać jeszcze 5 minut. Ostatni przystanek. Wysiadam. Idę w stronę wydziału, w myślach prosząc, żeby nie zamknęli przejazdu, bo i tak już wystarczająco się spóźniłam. Słyszę dźwięk zamykanych szlabanów. Jak zwykle.

Schemat. Zamknęłam się w nim. Na własne życzenie. Ten rok akademicki postanowiłam spędzić bez większych wyjazdów. Potrzebowałam zaaklimatyzować się w Poznaniu. Poprzedni był zdecydowanie bardziej szalony. Kiedy tylko mogłam wyjeżdżałam. Pracowałam tylko po to, by gdzieś ruszyć. Każdą złotówkę odkładałam do słoika „podróże”. Nie chciałam wracać do tego miasta. Nie lubiłam go.

Część znajomych czuła się podobnie. Rzeczywistość studencka minęła się z oczekiwaniami. Trudność w nawiązaniu nowych relacji okazała się nie do pokonania. Wyjechali z tego miasta. Ja zostałam, choć nie zliczę ile razy myślałam o tym samym. Moje studia nie były najgorsze, a nigdzie indziej nie było takiego kierunku. Z resztą wiedziałam, że przeprowadzka w moim przypadku nic nie zmieni. Wiedziałam, że muszę się zmierzyć z tym, co początkowo mnie przerosło.

Zaczęły się wakacje. W końcu poczułam, że żyję. Spakowałam plecak i ruszyłam w najbardziej szaloną podróż – autostopem do Aten. To było coś! Wróciłam przeszczęśliwa. Potem jeszcze wyjazd do Hiszpanii i Portugalii. Całkowicie zapomniałam o poznańskiej rzeczywistości.

Kończył się wrzesień. Został tydzień do powrotu na studia, a ja byłam bez mieszkania. Nie wiem czy to ta autostopowa przygoda czy portugalski wiatr sprawił, że totalnie przestałam się przejmować. Miałam tylko dwa warunki. Po pierwsze, musiałam mieszkać w centrum. Po drugie, musiałam mieszkać z kimś w pokoju. Chciałam zrobić wszystko, by nie skazywać się znowu na samotność. Po dwóch dniach znalazłam współlokatorkę i pokój na Jeżycach.

Byłam podekscytowana. Wróciłam z planem wprowadzenia się tu. Tak na serio, nie tylko od poniedziałku do piątku. Potrzebowałam zamknąć się w schemacie codzienności. Nie wyszło z mieszkaniem? Przeprowadziłam się. Nie znalazłam paczki na studiach? Poszukałam jej gdzieś indziej. Studia okazały się nie być jedyną częścią życia? Wkręciłam się w coś innego. Miesiące zleciały jak szalone, a ja dziś czuję, że jestem w zupełnie innym miejscu niż byłam.

Codzienność rości sobie prawa do rutyny i schematu. Codzienność potrafi jednak również zaskakiwać. Choć nabrała pejoratywnego wydźwięku, to może być naprawdę fajna. Daje poczucie bezpieczeństwa. Ułatwia organizację. Reguluje procesy w ciele.

Lubię taką codzienność i uważam, że jest potrzebna. Lubię mój poranny rytuał. Lubię spać w swoim łóżku. Lubię mieć uczucie stabilności. I choć kocham podróżować, to nie potrafiłabym nie mieć własnego miejsca, do którego mogę wracać.

Ciężko mi w to uwierzyć, ale trudno było mi się rozstać z Poznaniem. Poznałam wspaniałych ludzi i wkręciłam się na poważnie w coś, na czym mi zależy. Studia to okres, w którym człowiek staje się trochę bezdomnym. W rodzinnym domu czuję się coraz bardziej jak gość, a w mieście, w którym mieszka nie czuje się do końca jak u siebie. Mimo to czuję, że w październiku miałabym do czego wracać. Ta myśl mnie uszczęśliwia.

Ale nie wracam. Zostawiam miejsce i ludzi, którzy są dla mnie ważni. Wyjeżdżam na rok. Ta myśl mnie uszczęśliwia.

 

 

2 thoughts on “ZAMKNĘŁAM SIĘ W SCHEMACIE”

  1. Zamykanie się w schemacie to broń obosieczna. Z jednej strony buduje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, z drugiej strony prowadzi do popadania w rutynę, która jest największym zabójcą czasu. Podróże to chyba najlepszy sposób na zachowanie złotego środka 😉

Komentarze:

%d bloggers like this: